Strażnik Głębin
Świt rozlewał się nad fiordem jak gęste mleko. Drakkar Błękitny Wilk szeptał cicho w smołowanych szwach. Wiosła spoczywały cicho, jak uśpione skrzydła na ławie. Eira, jedenaście lat, ściskała w dłoni patyk runiczny. Dostała go dawno od babci, mądrej znachorki wioski. Na patyku wyryto znaki, które zmieniały się w świetle. Dziś błyszczały jaśniej niż zwykle i jakby czekały.
Eira wsunęła się między zwoje lin i worek suszonego dorsza. Chciała wyruszyć, choć nikt na nią nie czekał. Leif, jej starszy kuzyn, stał przy sterze i ziewał. Gdy łódź odbiła, woda prychnęła jak spłoszony koń. „Nie ruszajcie się, runy,” wyszeptała, chowając patyk pod płaszcz. Z kieszeni wypadł bursztynowy krążek i stuknął o deski.
Mgła spłynęła z gór tak szybko, jakby miała nogi. Świat zniknął; został tylko rytm bębna i oddechy wioślarzy. Patyk nagle ogrzał Eirze dłoń, jak mały węgielek. Na brzegu drewna zabłysły nowe znaki: Strażnik Głębin czuwa. Eira podczołgała się do steru i pociągnęła Leifa za rękaw. „Coś nas śledzi,” wyszeptała, a drakkar drgnął jak po kuksańcu.
Tuż pod burtą przesunął się długi, ciemny kształt. To nie był dorsz ani foka; to coś oddychało głęboko. Z głębi dobiegł dźwięk, jak dmuchnięcie w róg. Leif uniósł wiosło, a Eira zacisnęła palce na runach. Mgła rozdarła się smużką światła i cień wynurzył grzbiet...
Autor zakończenia:
English
polski
Co było dalej?