Zegarek, który cofa czas
Mikołaj nie lubił sprzątać strychu po prababci. Jednak burza zamknęła go w domu, a prąd migał. Na półce, obok słoików z gwoździami, leżał stary zegarek. Był naprawdę ciężki, srebrny i zimny jak lód. Na wieczku ktoś wyrył inicjały M.R. i rok 1903. Stary sznurek pachniał kurzem i mydłem do prania. Gdy go poruszył, zegarek drgnął i cicho kliknął.
Mikołaj otworzył wieczko i na chwilę wstrzymał oddech. Sekundnik biegł wstecz, jak mała rybka pod prąd. „Niesamowite” – wyszeptał bardzo cicho, łapiąc palcami za koronkę. Spróbował ostrożnie cofnąć czas o kilka minut. Metal był gładki, jakby ktoś go właśnie polerował. Nagle wszystkie zegary w domu zagrały ten sam takt. Krople deszczu na szybie zawahały się i zaczęły wznosić.
Świat nabrał innego koloru, trochę bursztynowego i starego. Na strychu zniknęły kartony, a deski lśniły świeżą żywicą. Słychać było stuk końskich kopyt i dzwonek tramwaju. Przez okno Mikołaj zobaczył ulicę bez samochodów i neonów. Na parapecie leżała gazeta z datą 12 maja 1908. Jego kamienica wyglądała młodo, jak na pocztówce w ramce.
Zegarek zadźwięczał drugi raz, tym razem jak ostrzeżenie. Ze schodów dobiegły szybkie kroki i szept: „Maks, gdzie się podziałeś?”. Mikołaj zamarł, bo nikt tak go nie nazywał. Inicjały M.R. mieniły się na wieczku jak świeży atrament. Ktoś szarpnął klapę strychu i zajrzał do środka. W cieniu błysnęły okulary i coś, co wyglądało jak identyczny zegarek. „Masz tylko trzy minuty” – powiedział nieznajomy, unosząc rękę.
Autor zakończenia:
English
polski
Co było dalej?