Zegarek między czasami
Lena po szkole pomagała w zegarmistrzowskim warsztacie dziadka Feliksa.
Deszcz dzwonił o szyby, a ściany szeptały tykanie setek zegarów.
Na ladzie stał szklany klosz, a pod nim stary kieszonkowy zegarek.
Dziadek mrugnął: „Nie dotykaj go jeszcze, zrobię herbatę, Leno”.
Gdy wyszedł na zaplecze, coś pod kloszem zaświeciło niebiesko.
Zegarek miał na deklu gwiazdkę i literę L wyrytą płytko.
Sekundnik nie biegł, lecz co kilka chwil cofał się o kreskę.
Obok korony pulsował maleńki szafirowy przycisk, jakby miał serce.
Ze środka metalu zabrzmiało ciche piknięcie, jak z dalekiej stacji.
Dzwonek przy drzwiach milczał, a jednak usłyszała trzynaście uderzeń.
Ostrożnie uniosła klosz; szkło było chłodne jak poranny lód.
Powietrze pachniało deszczem i kurzem, choć wiatr nie wchodził.
Metalowa koperta zatrzęsła się i sama otworzyła, jak muszla.
Ze środka wysnuła się nitka światła i narysowała plan miasteczka.
Ulica Podgórna pojaśniała, a obok zakwitł srebrny numer trzynaście.
Spod lady wysunęła się szufladka i podała Lenie brązową kopertę.
Na kopercie widniała data jej urodzin i maleńki gwiazdozbiór.
Zegarki wokół zamilkły naraz, jakby ktoś ściszył cały czas.
W szkle zobaczyła własną twarz, lecz starszą, z krótszymi włosami.
„Nie spóźnij się”, wyszeptał głos bardzo podobny do jej głosu.
Dziadek chrząknął na zapleczu, a przycisk błysnął tuż pod jej palcem.
Jej palec zawisł nad koroną, gdy podłoga lekko, ostrzegawczo zadrżała.
Autor zakończenia:
English
polski
Co było dalej?