Zeszyt do czasu
Lena obudziła się, gdy czajnik już głośno syczał. W bloku pachniało tostami i deszczem z klatki. Mama szukała kluczy, a plecak Leny leżał pod stołem. Na kuchennym zegarze migotało uparte 7:12 w zielonym świetle. Dzisiaj miała trudną kartkówkę z ułamków i już się stresowała. Przełknęła kęs, zerknęła na kalendarz i westchnęła cicho.
Wczoraj w bibliotece dostała dziwny, cienki zeszyt bez właściciela. Bibliotekarka powiedziała z uśmiechem: „Z rzeczy znalezionych, może ci się przyda”. Okładka była w zieloną kratkę, całkiem czysta, bez naklejki. W środku, na pierwszej stronie, widniało drobne zdanie: „Zapisz godzinę i patrz”. Lena parsknęła śmiechem, ale długopis już tańczył. Napisała powoli: 7:15, wielkimi, nierównymi cyframi na brzegu.
Minutnik na piekarniku cofnął się o trzy kreski naraz. Tost wyskoczył jaśniejszy, jakby cofnął całą nocną spaleniznę. Czajnik milkł na chwilę, a potem znów cicho szeptał. Mama mrugnęła i zapytała zaskoczona: „Zwariował mi zegar?” Lena udawała spokój, choć w brzuchu zawirowało ciepło. Dotknęła papieru czubkiem palca, jakby sprawdzała temperaturę. Pod napisem pojawiło się: „Poprawki: 3 dziennie. Zostały: 2.” Spróbowała jeszcze raz i drżącą ręką dopisała 7:18. Skarpetki z kanapy same wskoczyły do pary. Telefon przestał wibrować, jakby czekał na sygnał. Pod spodem wyskoczyło nowe zdanie: „Nie marnuj.”
Za oknem przemknął autobus, jakby wcześniej niż zwykle. W korytarzu stuknęła metalowa rama starej windy. Lena zapięła kurtkę, ale zeszyt nagle zaszeleścił. Tusz poruszył się bez jej ręki i zaczął pisać: 8:00. Cyfry rosły od środka, jakby ktoś je dmuchał. „Hej, nie!” syknęła i rzuciła się do plecaka. Zegar ścienny przestał tykać na połowie sekundy. Winda zatrzymała się nagle między piętrami, jakby zasnęła. Mama zamarła w pół kroku, z kluczami w dłoni. A na stronie, obok wielkiego zera, pojawił się maleńki dopisek: „Ostatnia.”
Autor zakończenia:
English
polski
Co było dalej?