Zosia i przełącznik pogody
Mam na imię Zosia i noszę plecak po wujku Teo. Jest trochę obdrapany, ale ma mnóstwo dziwnych kieszeni. W poniedziałek rano znalazłam w środku metalową wajchę. Była cienka jak linijka, a obok widniał napis: POGODA. Pomyślałam, że to żart, pewnie kolejna zabawka wynalazcy. Pstryknęłam na próbę, akurat gdy szłam pod szkołą.
Niebo mrugnęło jak telewizor po burzy i zadrżały liście. Z tylnej kieszeni buchnęła bryza, chłodna jak lód. Moje włosy stanęły dęba, a Leon parsknął śmiechem. Powiedział: „Zosiu, chyba włączyłaś tryb fryzjer”. Przesunęłam wajchę z pozycji SZALEŃSTWO na SŁONECZNIE. Wiatr ucichł, lecz w plecaku coś burczało, jak pralka z klockiem. Dzwonek zadzwonił, więc wbiegliśmy do klasy 4B.
Pani od matematyki zaczęła lekcję, a ja zerkałam na plecak. Wajcha znów drgnęła i kliknęła na opcję DESZCZ LEKKI. Na mojej ławce pojawiły się krople, duże i lśniące. Leon wystawił język i stwierdził, że smakują jak kompot. Kilkoro dzieci wyciągnęło kubki po kakao. Pani od matematyki spojrzała spod okularów, jakby liczyła chmury. Rzekła: „Czyje to chmury?”. Wtedy z sufitu zaczęły wyrastać malutkie cumulusy, białe jak kreda. Jedna chmura kichnęła na tablicę i starła zadanie.
Przesunęłam wajchę desperacko na POŁUDNIE WE WAKACJE. Chmury posłuchały, lecz w kącie sali coś zabulgotało. Z plecaka wysunęła się nowa skala: BURZA, GRAD, NIESPODZIANKA, KONCERT GROMÓW. Palec sam mi drgnął, jakby ktoś go połaskotał. Drzwi do klasy otworzyły się skrzypiąco i bardzo powoli. W progu stanął pan dyrektor w nowym garniturze. Wszystkie chmury spojrzały na niego, a moja wajcha zatrzymała się między BURZA a NIESPODZIANKA. Usłyszeliśmy pierwszy, bardzo cichy, ale obiecujący trzask.
Autor zakończenia:
English
polski
Co było dalej?